Nowa Zelandia, ma niesamowitą motocyklową kulturę. Wielka wyspa z pięknymi drogami idealnie nadającymi się na podróżowanie motocyklem, do tego natura zrób to sam Nowozelandczyków. Wypadkowa tych dwóch czynników prowadzi do naprawdę niesamowitych  a zarazem oryginalnych przeróbek.  : )

Nowa Zelandia, ma niesamowitą motocyklową kulturę. Wielka wyspa z pięknymi drogami idealnie nadającymi się na podróżowanie motocyklem, do tego natura zrób to sam Nowozelandczyków. Wypadkowa tych dwóch czynników prowadzi do naprawdę niesamowitych  a zarazem oryginalnych przeróbek.  : )

Motocyklista

Znali się właściwie od dłuższego czasu, ale nigdy nie zwracali na siebie uwagi. On – mieszkał na dole, ona – na górze, w tym samym bloku, w tej samej klatce, na tej samej kondygnacji. Lecz pewnego razu to on ją zaskoczył. Przyjechał z kumplem do tej małej mieściny. Sympatyczni, dobrze ubrani jakby rycerze na koniach, a dokładniej na motorze, na którzy z pewnością poleciałaby każda młodziutka kobietka. Połyskiwała w barwach delikatnego słońca stojąc na parkingu przed domem dziewczyny. Patrząc na twarz jednego z chłopaków motor był jego miłością – lepszą niż kobiety i piwo. Dla drugiego rozrywką, gdzie może się wyżyć i rozładować – ale w sumie to też forma miłości.
W końcu było ich czterech: dwie piękne kobiety.. brunetka i blondynka i dwójka urodziwych facetów, a między nimi motor. Jeden z nich marzył o przejażdżce motorem, takiej wolnej, by móc podziwiać i jednocześnie rozmawiać. Ona – zgodziła się bez wahania. Kiedy usiadła obok niego usłyszała jego westchnienie i dźwięk motoru. Ruszyli. Było ciepło, a więc prędkość znakomicie chłodziła ich połączone ze sobą ciała. Lekki wiatr szczypał delikatnie w oczy wytwarzając takie wstydliwe jak dla nich łzy. Oboje rozmawiali o sprawach zupełnie codziennych, bez żadnego większego znaczenia, jakby byli przyjaciółmi, którzy nie widzieli się od zawsze, a motor wraz z nimi płynął w całą rozmowę. Śmiali się z dowcipnych uwag i uśmiechali się o otaczającego ich świata przyrody, która migała jak klatki filmu. Nie ważny był teraz czas, który płynął nieubłaganie, ale jasność umysłu i bliskość – niemała zresztą dla nich obojga. Doświadczali coraz to nowszych uczuć, których nie sposób opisać słowami. On – skupiony na kierownicy i drodze, pochłonięty własnymi przemyśleniami, choć czasami dzielił się z nią krótkim, lakonicznym zdaniem, które znaczyło dla niej więcej niż gwiazdy na niebie. Natomiast ona rozłożyła swe małe dłonie na jego klatce, by móc poczuć się bezpieczna, choć raz w swoim życiu. Ten czuły uścisk dla niego i dla niej znaczył tak wiele. Oboje czuli się wyjęci spod praw natury i życia. Wszystko się zatrzymało. Czuli swoje oddechy i nawet w chwilach pełnych rozkoszy bicie serc w cudownym spokojnym rytmie, którego nie zaznali nigdy przedtem. Odłączeni od rzeczywistość, od pracy, która stawała tylko wspak nudnej już egzystencji, a przede wszystkim czuli się wolni od smutków i miłości, która jej ciążyła chyba najbardziej. Zapomnieli o samotności i tęsknocie za tym, co w tej chwili jest dla nich niemożliwe. Poza ty, pozwoli swoim myślą biec we własnym kierunku, on nie myślałam tylko o tym, by zapamiętać te cudowne chwile, bo one tak szybko mijają, a zaznał ich tak niewiele w swoim życiu.. ona rozmyślała o swoich problemach i braku harmonii. Przejeżdżając kilka małych wiosek i wjeżdżając do lasu poczuł na sobie jeszcze bliższy kontakt z nią. Jej piersi ocierały się z premedytacją o jego szerokie plecy. Powoli, spokojnie tak jakby chciała sprawić mu największą przyjemność, był odurzony i zachwycony. Ona nieświadoma swego uroku jaki właściwie wytwarza opowiadała dalej sama nie wiedziała dokładnie o czym. Chciało jej się śpiewać a nawet tańczyć z radości. Poczuła taką ulgę i swobodę ruchów, jakby krepowały ją jakieś niewidzialne węzły. Myślała chyba już teraz głośna, starając się by jego myśli nie były zajęte jutrem, a minuty wciąż upływały. Szybka iskra wolności i chęci zachowania cudownych wspomnień została przerwana przez smutnego dla nich sms`a: „wracajcie”. Co za oprawca chciał zabrać im te chwile. Westchnęli tylko. Pochłonięci żarem motoru postanowili zlekceważyć sprawę. Nagle on wpadł na genialny pomysł, żeby to ona poprowadziła motor. Bała się, lecz gdy usiadła na za kierownicą pojazdu, czuła się tak jakby to ona władała wszystkim. Choć zawsze tak było, miała władze nad swoim życiem i sama podejmowała decyzje to jednak ta sytuacja dała jej nową siłę do działania. Bez wahania wykonywała plecenia swojego nowego instruktora. Ruszyła z uśmiechem i krzykiem radości, a on delikatnie szepnął: „widzisz jakie to proste”. W tym momencie pomyślała, że życie jest cudem. Jechali tak przez dłuższą chwilę, krętymi ścieżkami lasu czując się lepiej niż kiedykolwiek. Wiedzieli, że może już nie będą mieli okazji powtórzyć takiej przejażdżki. Bezpowrotne chwile zawsze zostaną w ich sercach. Na ich twarzach malował się wyraz satysfakcji i dzikiej, nieznanej dotąd radości jakby za chwilę mieli otrzymać upragniony prezent gwiazdkowy. Zapach krzewów i sosny pomieszanych z świeżą żywić dostawał się do ich nozdrzy i rozsiewał po ich ciele jakby uczucie spokoju i wypełnienia. On – oderwał się od monotoniczności życia, a ona – przestała myśleć o samotności. Znali się słabo, a połączyła ich jedna przejażdżka w otchłań wolności i radości. Obydwoje nie sadzili, że tak spełniają swe marzenia. Cudowne niczym sen, bez problemów i smutków. Chcieli zapamiętać z tych chwil jak najwięcej, bo wszystko wydawało się takie nowe, jednocześnie wielkie i nieprawdopodobne. Oni razem..na motorze..zapach lasu..i uczucie bliskości wirowało w ich głowach – nic prócz tego się nie liczyło. Te chwile popsuł jednak dźwięk jej telefonu. Musiała szybko wracać do domu. Pilny wyjazd. Kiedy ona tutaj wraz z nim, wśród przyrody, wśród dźwięków wolności. Była rozdarta, a on zasmucony. Po dziurach i wertepach szybko ruszyli w stronę jej domu, ale ni było innego wyjścia.. przysięgli sobie, że powtórzą ten wypad, może bardziej o zmroku, by światło motoru rozświetlało im drogę.
Kiedy ich maszyna – symbol odskoczni od świata pędziła do ich oczu napływały łzy nie wiadomo, czy łzy żalu z powodu skończonej wyprawy czy tez prędkości.